- Tam zostały nasze rodziny i przyjaciele. Oby im się w życiu powiodło tak jak nam – mówili przez łzy repatrianci z Kazachstanu. Wczoraj 25 rodzin ze Wschodu podzieliło się opłatkiem z przedstawicielami sejmiku wojewódzkiego i władzami Sopotu.
- Najpiękniejszy dzień w moim życiu to ten, kiedy przyjechałam do Polski – opowiadała Aniela Dudar od czterech lat mieszkająca w Sopocie.
Jednak los sprowadzonych na Wybrzeże rodzin wcale nie jest usłany różami.
- Muszą pokonać barierę językową, zaasymilować się w środowisku, a potem znaleźć pracę. Z tym jest najgorzej – przyznawał Grzegorz Grzelak, przewodniczący sejmiku wojewódzkiego, organizator spotkania. – Są jednak wyjątki jak Aleksy Judin, który skończył u nas Akademię Medyczną, a teraz pisze pracę doktorancką.
Jej autor, od 8 lat mieszkaniec Gdyni, twierdzi jednak, że różnic nie da się tak łatwo zatrzeć.
- W 80 procentach nadal myślę po rosyjsku – mówi. – Mam problemy z wyrażeniem tego co chcę przekazać, najczęściej w sytuacjach z życia codziennego, jak np. dowcipy.
Ojciec pana Aleksego – Włodzimierz, naukowiec z kazachstańskiego Instytutu Lotnictwa Cywilnego, prawnik i utytułowany profesor akademicki filologii francuskiej tamtejszego uniwersytetu, nie miał już tyle szczęścia. W Polsce jest dozorcą.
Sergiej Łutomski w Starogardzie Gdańskim mieszka od ponad roku. Przed trzema miesiącami ożenił się ze swoją krajanką i przywiózł ją ze sobą do Polski. Teraz oboje będą szukać pracy. Mimo piętrzących się problemów żadna rodzina nie żałuje swojej decyzji.
- W przyszłym roku ich radość powinna być jeszcze większa, bo na mocy podpisanej przed dwoma miesiącami uchwały o repatriantach powstanie fundusz, dzięki któremu podobnych rodzin uda się ściągnąć do naszego kraju jeszcze więcej – dodał z nadzieją Jerzy Grzywacz, przewodniczący Komisji Współpracy z Zagranicą w sejmiku woj. pomorskiego.
Autor artykułu: Małgorzata Szymańska