- Chciałem złożyć w szkole pismo ze skargą na uczennicę i zostałem wyrzucony przez dyrektora – twierdzi mieszkaniec Starogardu. Chodzi o miejscowy Zespół Szkół Ekonomicznych. 26-letni Jarek chce, aby Rada Pedagogiczna placówki wyciągnęła konsekwencje wobec jego byłej dziewczyny, Beaty.
Przyszedłem z pismem w tej sprawie, ułożonym wspólnie z prawnikiem – opowiada Jarek. – Dyrektor spojrzał pobieżnie na kartkę i kazał mi natychmiast wynieść się z gabinetu. Byłem uprzejmy, a potraktowano mnie jak chuligana.
Na pięści pod blokiem
Sprawa dotyczy bijatyki, która miała miejsce w zeszłym roku, na jednym ze starogardzkich osiedli. Przed blokiem, w którym mieszka Jarek doszło do konfrontacji pomiędzy nim i jego byłą dziewczyną, będącej tam w towarzystwie dwóch koleżanek i trzech kolegów.
- Zostałem zaatakowany przez mężczyzn i broniąc się złamałem jednemu z nich szczękę – przyznaje Jarek.
Ranny mężczyzna poczuł się pokrzywdzony i zgłosił policji, że został pobity przez Jarka. Potem sprawa trafiła do prokuratury. Sprawę przeciwko Jarkowi jednak umorzono, a w uzasadnieniu postanowienia prokuratura czytamy, że mieszkaniec działał w obronie koniecznej “odpierając pozbawiony uzasadnienia zamach”. Zdarzenie, według prokuratury, zostało “sprowokowane przez Beatę i jej znajomych – w tym pokrzywdzonego” (mężczyzny, który doznał złamania szczęki). Ponadto stwierdzono, że poszkodowany był w dniu zdarzenia pod wpływem alkoholu.
Argumenty dyrektora
Jarek, kiedy otrzymał postanowienie prokuratury poszedł z pismem do Zespołu Szkół Ekonomicznych. Dyrektor, Jerzy Jakubowski, twierdzi że nie przyjął pisma, bo jego ton go obraża – chodzi m.in. o domaganie się w nim wyciągnięcia konsekwencji przez Radę Pedagogiczną wobec uczennicy. Mieszkaniec może jednak złożyć pismo w sekretariacie szkoły, choć dyrektor zapowiada, że zostanie ono rozpatrzone negatywnie.
- To są osobiste sprawy pomiędzy tym panem i jego byłą dziewczyną, nie mogę się w to wtrącać jako dyrektor, szkoła tak samo – wyjaśnia Jerzy Jakubowski. – Nie zajmiemy się tym także dlatego, że prokuratura nie powiadomiła nas o postępowaniu w tej sprawie. Nie mogę opierać się na piśmie tego pana i jego relacji ze zdarzenia, tym bardziej, że uczennica przedstawiła nam całkowicie inaczej przebieg wydarzeń.
Dyrektor argumentuje także, że trwa reforma, ma 1200 uczniów w szkole i są ważniejsze sprawy niż ta.
Odeszła od Jarka
Beata zdaje w tym roku egzamin maturalny. Dyrektor Jakubowski twierdzi, że nie sprawia kłopotów w szkole i uczy się całkiem dobrze. Jej zdaniem, Jarek po prostu nie mógł się pogodzić z tym, że po 6 latach znajomości odeszła od niego.
- Miałam już go dosyć, nie czułam się z nim dobrze i w końcu odeszłam – opowiada Beata. – Potem wydzwaniał do mnie przez dłuższy czas i nie dawał mi spokoju.
Była dziewczyna Jarka nie zgadza się z uzasadnieniem postanowienia prokuratury.
- Zdarzenia na osiedlu wyglądały zupełnie inaczej – stwierdza. – Nikt go nie zaczepiał pod blokiem, to on pierwszy podszedł do nas, kiedy wracaliśmy ze znajomymi z grilla. Chciałam go uspokoić, bo był nerwowy, ale nie prowokowaliśmy bójki.
Żart naczelnika
Jarek poinformował o rozmowie z dyrektorem Starostwo Powiatowe w Starogardzie, które jest organem prowadzącym szkół ponadgimnazjalnych. Naczelnik Wydziału Edukacji, Marek Gabriel, zażartował w rozmowie z Jarkiem, że skoro złamał szczękę przeciwnikowi to jest lepszym bokserem.
- Ale mówiąc już serio, to nie możemy jako starostwo mieszać się w tę sprawę – uważa Marek Gabriel. – Szkoła również, bo nie jesteśmy stroną w sprawie. To jest historia o zawiedzionej miłości. Są to osobiste problemy tego pana i nic nam do nich, lecz oczywiście udzielimy mu pisemnej odpowiedzi w tej sprawie.
Jarek jest rozgoryczony sposobem potraktowania jego problemu przez szkołę i urząd.
- Wygląda na to, że zwykły, przeciętny mieszkaniec nic nie wskóra z ludźmi na stanowiskach, nikogo nic nie obchodzi – stwierdza Jarek. – W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak zacząć procesować się w sądzie z osobami, które mnie pobiły.
Autor artykułu: (P.K.)