Zawieszone śledztwo w sprawie “Bieszczad”

February 5th, 2002

Śledztwo w sprawie zatonięcia jachtu “Bieszczady” zostało zawieszone. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku poczeka na orzeczenie Izby Morskiej, która ma wyjaśnić przyczynę katastrofy.

Jacht “Bieszczady” został staranowany 10 września 2000 r. na Morzu Północnym przez tankowiec “Lady Elena” z Hong Kongu. W katastrofie zginęło siedmiu żeglarzy. Ocalała jedynie 19-letnia Małgorzata K.

Autor artykułu: (wit)

Operacje na użyczonym aparacie

February 4th, 2002

Na słupskim oddziale okulistycznym przeprowadza się rocznie ponad 300 operacji usuwania jaskry. Można byłoby robić ich trzy razy tyle, ale lekarze są ograniczeni limitami narzuconymi przez kasę chorych.

- Pomorska Kasa Chorych jako jedyna w kraju wyznacza limity na te operacje – mówi Wiesław Pieniążek, ordynator słupskiej okulistyki. – W innych szpitalach i klinikach robi się tyle, ile potrzeba i pacjenci nie muszą czekać w kilkumiesięcznych kolejkach.
- Możemy wykupić tylko tyle zabiegów, na ile nas stać – tłumaczy Joanna Bogobowicz z Biura Prasowego Pomorskiej Kasy Chorych. – Chcieliśmy przeznaczyć na nie w skali województwa 3 tys. zł. Niestety, mamy tylko 2,5 tys. zł. Nie kupimy więcej, ponieważ nie mamy za co. Dopóki będą zamrożone stawki składki zdrowotnej, nic nie zrobimy.

Słupski oddział dysponuje od półtora miesiąca jedną z najnowocześniejszych aparatur do przeprowadzania takich operacji.
- Producent nam ją użyczył, ponieważ szpital na razie nie ma pieniędzy, aby ją kupić – wyjaśnia Pieniążek. – Aparatura kosztuje 400 tys. zł. Przeprowadziliśmy na niej około 200 operacji.

Zabieg trwa kilkanaście minut. Okulista robi dwumilimetrowe nacięcie, usuwa jaskrę i wszczepia soczewkę. Po dwóch trzech godzinach pacjent może wracać do domu. Do tego zabiegu potrzebne są jednak odpowiednie soczewki, a raczej komplety soczewka plus kartisz. Przetarg na ich zakup odbył się 3 stycznia. Komplety można było kupić za 850 zł. Niestety, dyrektor Pomorskiej Kasy Chorych przetarg unieważnił.

- Szykujemy się do kolejnego – dodaje Pieniążek. – Musimy mieć takie komplety. Bez nich musimy usuwać jaskrę starym sposobem, robić potężne nacięcie, które goi się przez kilka dni, przez które pacjent musi być hospitalizowany, a to oczywiście pociąga za sobą koszty.

Autor artykułu: JJ

Przy śluzach i pod lodem – wielkie kłusowanie

February 4th, 2002

Coraz poważniejszym problemem w województwie pomorskim jest zjawisko nielegalnych połowów ryb na pomorskich jeziorach, stawach i rzekach.

Kłusownicy wyrządzają poważne szkody zarówno w gospodarce rybackiej, jak i w wodnym środowisku naturalnym. Działają oni na całym obszarze województwa. Najbardziej zagrożone ich działalnością są rejony Nogatu, a zwłaszcza w okolicy śłuzy w Michałowie, dolna Wisła oraz jeziora kaszubskie, w tym leżące w granicach Słowińskiego Parku Narodowego.
Szczupaki na kołkach

Witold Wójcik, komendant Państwowej Straży Rybackiej w Gdańsku, zaznacza, że w kłusownictwie wstępuje sezonowość połowów. Jesienią w rzekach wpadających do morza, poławiane są ryby łososiowate, które wpływają do nich na tarło. Są to cenne łososie, troć wędrowna i pstrągi. Zimą, na zalodzonych akwenach, metodą “na klocki” łowione są szczupaki. Kłusownicy drążą w lodzie wiele przerębli, w których umieszczają sznurki z żywą przynętą na haczyku z jednej strony i przywiązanym kołkiem – z drugiej. Kołek układa się luźno na lodzie w pobliżu przerębla. Nie pozwala on wpaść lince do otworu w lodzie, a jednocześnie jego bezpośrednie ułożenie nad nim wskazuje, że złapała się ryba. Podczas ostatnich mrozów strażnicy PSR przywozili z akcji kontrolno-prewencyjnych wiele sznurów z kołkami.

Kłusownicy łowią ryby także na wędki, sieciami, ościeniami i “szarpakami”, czyli długimi linkami z doczepionymi do ich końców hakami. Szarpakami trzebione są ryby łososiowate w trakcie ciągu w górę rzek na tarło. Ryby poraża się też prądem elektrycznym, niszcząc narybek i małe, niewymiarowe ryby.
W ubiegłym roku strażnicy PSR odebrali lub wykryli 350 sztuk sprzętu kłusowniczego. Były to wędki, sieci, ościenie i haki oraz inne narzędzia do nielegalnych połowów ryb.

Rejonami nasilonych, nielegalnych połowów ryb są budowle wodne, czyli jazy, tamy i śluzy, przegradzające rzeki kanały. W miejscach tych gromadzi się ich najwięcej. Umożliwia to wydobywanie dużych ilości ryb za pomocą sieci, szarpaków i prądu elektrycznego. Aby ułatwić rybom pokonywanie budowli wodnych, wykonuje się tzw. przepławki. Niestety, skupianie się przy nich ryb ułatwia kłusowanie. Dlatego też przepławki zabezpiecza się od góry siatkami stalowymi. Kłusownicy potrafią jednak takie siatki zrywać, używając do tego nawet traktorów z linami i hakami.
Poważnym problemem jest ochrona ryb łososiowatych, wpływających masowo do Słupi, Łeby, Łupawy, Redy i Przekopu Wisły. Wtedy stają się one łatwym łupem kłusowników, a nawet kłusujących w portach niektórych rybaków. W minionym roku PSR, we współpracy z policją i Morskim Oddziałem Straży Granicznej oraz innymi służbami, prowadziła działania ochronne “Troć 2001″, co ograniczyło wyniszczanie ryb. Przygotowywany jest już plan “Troć 2002″.

Kłusownictwem zajmują się coraz częściej grupy przestępcze. Dysponują one samochodami, szybkimi łodziami motorowymi i sprzętem radiotelefonicznym. Zyski przynoszą przestępcom połowy drogich węgorzy, łososi, troci, sandaczy i szczupaków. Nie gardzą oni także karpiami i rybami tańszymi.
- Do narastania procederu kłusownictwa przyczyniło się odebranie m. in. uprawnień do wymierzania mandatów naszej Społecznej Straży Rybackiej – mówi Stanisław Lisak, prezes Okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego w Gdańsku. – Już dwa lata temu interweniowaliśmy w tej sprawie w resorcie spraw wewnętrznych i administracji, ale bez skutku. Pozostaje nam współpraca z Państwową Strażą Rybacką i policją wodną.

Jednakże możliwości tych służb. z powodu zbyt małej liczby strażników PSR w województwie pomorskim i sezonowości działań policji na wodzie, są ograniczone. Nie przeciwdziałając skutecznie kłusownictwu, a tym samym dopuszczając do rozplenienia się tego rodzaju wykroczeń i przestępstw, popełniono wielki błąd. Dlatego też jego zwalczanie będzie bardzo trudne.

- Od kilku lat odnotowujemy zwiększanie się co roku o około 15 procent liczby przypadków kłusowania – twierdzi Witold Wójcik, komendant Państwowej Straży Rybackiej w Gdańsku. – W ubiegłym roku wartość nałożonych przez nas wszystkich mandatów wzrosła prawie dwukrotnie w stosunku do roku poprzedniego. Nasila się też zjawisko wykorzystywania przez starych kłusowników dzieci i młodzieży w wieku do 16 lat, której w razie zatrzymania nie grożą żadne konsekwencje prawne. Wprowadzaniem do obrotu handlowego nielegalnie złowionych ryb zajmują się już oni sami. Kłusują także narkomani, aby zdobyć pieniądze “na działkę” substancji odurzających i smakosze mocnych trunków. Zdajemy sobie sprawę z tego, że wśród kłusowników są również ludzie bezrobotni i biedni, którzy.

Autor artykułu: Jacek Sieński

Wygraj mieszkanie

February 4th, 2002

Kup “Dziennik Bałtycki”
i wygraj mieszkanie

Zapraszamy wszystkich do konkursu, w którym wygraną będzie warte ponad 100 tys. mieszkanie o powierzchni 45 m kw. na osiedlu Wiszące Ogrody w Gdańsku oraz 100 innych nagród.

- Przez cały czas jego trwania konkursu, codziennie w “Dzienniku Bałtyckim” publikowane będą kupony, które należy wycinać i naklejać na kartę konkursową

- Ponadto, trzeba odpowiedzieć prawidłowo na wszystkie pytania konkursowe dotyczące historii państwa Nadziejowskich, publikowanej w “DB”.

- Pytania zadawane są w każdy piątek.

- Jak sprostać kłopotom, które dotykają Nadziejowskich, jak szukać najkorzystniejszej oferty na rynku mieszkaniowym i jak wybrać mieszkanie, radzić będą na łamach “DB” już od 12 stycznia, aż do 7 lutego eksperci.

Autor artykułu: r

Artysta samouk wygrał nasz konkurs

February 1st, 2002

Praca Arkadiusza Neubauera z Kościerzyny wygrała w konkursie miejskiego serwisu informacyjnego www.koscierzyna.naszemiasto.pl na najładniejszy rysunek szopki bożonarodzeniowej. Szopka otrzymała 323 osoby.

Arkadiusz Neubauer malowaniem zajmuje się praktycznie od zawsze. Mówi, że jest samoukiem. Najchętniej maluje pejzaże, widoki, martwą naturę i zwierzęta. Podczas tegorocznego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy namalował dwie prace na licytację. Jedna przedstawiała leżące źrebię, druga dłonie.

- Nie miałem okazji zająć się profesjonalnie malowaniem – mówi Arkadiusz Neubauer. – Moim marzeniem jest własna pracownia i zorganizowanie wystawy prac, by się pokazać.
O talencie Arkadiusza wiedzą jego znajomi.
- Znajomi chcą moje rysunki i często rozdaję je w formie prezentów – opowiada zwyciezca. – Duża liczba prac wisi u mnie na ścianie. Nie mam jednak problemu z ich nadmiarem. Zawsze gdzieś się rozchodzą.

Wygrana w konkursie była dla Arkadiusza Neubaeura miłym zaskoczeniem. Rysunek szopki bożnonarodzeniowej był jego własną koncepcją. W półmroku jaskini, poprzez odpowiedni dobór kolorów, została wyeksponowana jasność rodziny bożej.

Autor artykułu: Justyna Sebastianowicz

Coraz więcej urodzeń

February 1st, 2002

Od momentu powstania Szpitala Specjalistycznego w Kościerzynie co roku systematycznie wzrasta liczba urodzonych noworodków. Dzieje się tak mimo, że w skali kraju generalnie notuje się spadek urodzeń. Taka sytuacja wynika z dwóch podstawowych elementów.

W kościerskim szpitalu stworzono bardzo dobre warunki bytowe dla matek i dzieci. Do ich dyspozycji są sale pojedyncze lub maksymalnie dwuosobowe. Bardzo dobre jest również zabezpieczenie sprzętowe oddziału noworodkowego, umożliwiające prowadzenie nawet ciężkich stanów łącznie z respiratoroterapią. Druga sprawa to dobra kadra położnicza i neonatologiczna (zajmująca się noworodkami po porodzie). Na korzyść kościerskiego szpitala przemawia również fakt, że właśnie tu przyjeżdżają rodzić matki z innych ośrodków, m.in. z Trójmiasta, Starogardu Gdańskiego i Chojnic.

- Na kościerski szpital zdecydowałam się pod wpływem opinii dwóch moich koleżanek, które właśnie tu rodziły – powiedziała nam Izabela C. ze Starogardu Gdańskiego. – Okazało się, że warto czasami posłuchać rad, gdyż naprawdę opieka oraz warunki w szpitalu są rewelacyjne. Dziękuję wszystkim za troskę jaką mi tu okazano.

Według statystyk oddziału noworodkowego w ubiegłym roku w kościerskim szpitalu na świat przyszło 1074 dzieci. Rok wcześnie urodziło się tu nieco więcej niż tysiąc, natomiast dwa lata temu niecały tysiąc. W 2001 roku zanotowano również porody bliźniacze, takich par było 16. Zdaniem lekarzy w ciągu miesiąca na świat przychodzi co najmniej jednak para bliźniaków. Zauważalna jest także równowaga urodzeń chłopców i dziewczynek.

BRAK PORADNI PATOLGII CIĄŻY

Marek Biernat, ordynator oddziału noworodkowego
- Pewną niedogodnością dla naszych pacjentek jest to, że nie ma tu poradni patologii ciąży i wcześniaka, mimo ofert składanych kasie chorych. Wcześniej taka poradnia funkcjonowała i przyjmowała około 120 pacjentek rocznie.

Autor artykułu: Marcin Modrzejewski

Pytania bez odpowiedzi

February 1st, 2002

Opieszałość w podejmowaniu decyzji przez Pomorską Regionalną Kasę Chorych oraz kłopoty z weryfikacją ubezpieczonych pacjentów, to główne powody trudnej sytuacji w jakiej znalazła się większość placówek medycznych powiatu kościerskiego.

Do takich wniosków doszli przedstawiciele podmiotów medycznych biorący udział w dyskusji z Krzysztofem Murawskim, członkiem zarządu PRKCh. Organizatorem spotkania był Zbigniew Kucki, przewodniczący komisji zdrowia w Radzie Powiatu Kościerskiego. Głównym bohaterem miał być początkowo Andrzej Steczyński, dyrektor PRKCh. Jednak w ostatniej chwili wysłał innego reprezentanta, ponieważ sam w tym czasie występował w telewizji.

Początkowo dyskusja dotyczyła kontraktów z PRKCh, których de facto nie podpisała jeszcze większość podmiotów medycznych. Zdaniem ich przedstawicieli, taka sytuacja, gdy na koniec stycznia nie jest znany kontrakt, jest rzeczą skandalizującą. Niektórzy twierdzą, że jest to ewidentny dyktat ze strony PRKCh, a nie partnerstwo.
- Dlaczego dopiero w połowie grudnia dowiadujemy się o tym, jak ma wyglądać kontrakt na 2002 rok – pytała Alicja Kirstein, dyrektorka Szpitala Specjalistycznego w Kościerzynie. – To zdecydowanie za późno. Jak mamy w takiej sytuacji przygotować plan finansowy na bieżący rok? U nas wszystko przekłada się na pracowników oraz pacjentów. Co mamy im powiedzieć? Dlaczego proponuje się nam kontrakt o 2 mln zł mniejszy, aniżeli w roku minionym, skoro doszły nam badania przedszpitalne? Logiczny jest wniosek jest taki, że powinniśmy dostać więcej pieniędzy, ale tak nie jest. Więc gdzie one poszły?

Krzysztof Murawski nie potrafił konkretnie odpowiedzieć na pytanie dyrektorki szpitala.
- Zarząd PRKCh nie jest ciałem jednolitym i stąd wynikają różne koncepcje w sprawie kontraktów – odpowiadał Murawski. – Nie twierdzę, że nie ma pani racji, ale tak już jest i musimy wspólnie, na zasadzie partnerstwa, rozwiązywać problemy. Nie ukrywam, że wiele trudności z jakimi mamy do czynienia, ma podłoże polityczne.

Kolejną bolączką, na którą narzekają przedstawiciele podmiotów medycznych jest brak jakichkolwiek informacji ze strony kasy chorych. Chodzi o to, że o niektórych decyzjach lekarze i dyrektorzy dowiadują się różnymi kanałami lub są informowani o nich z kilkudniowym opóźnieniem. Za przykład może posłużyć kwestia badań przedszpitalnych. Do tej pory wykonywały je placówki podstawowej opieki zdrowotnej. Z dniem 1 stycznia przyszły one w gestię szpitali. Jednak nasz, został powiadomiony o tym dopiero siedem dni później.

Prawdziwą burzę rozpętała sprawa ubezpieczeń zdrowotnych. W ostatnich dniach PRKCh wysyłała do placówek listy osób nieubezpieczonych. Jednak wielu z nich pomimo tego, że widnieje na tych listach, posiada zaświadczenia od ZUS o odprowadzaniu składek.
- Mnie nie interesują relacje między ZUS, a kasą chorych – mówił Tadeusz Kotas, lekarz z Lubieszyna, jednocześnie radny powiatu. – Tylko to jaką mam wystawić receptę takiej osobie? Kto zwróci koszty poniesione przez pacjenta, gdy po kilku dniach pokaże nam zaświadczenie z ZUS?

- Jeżeli dostaniemy weryfikację z ZUS, to zwrócimy pieniądze, ale nie wiem jak długo to może potrwać – odpowiadał Krzysztof Murawski. – Jest wiele osób odpowiedzialnych za politykę finansową w kasie chorych i z nimi warto się spotkać.
Reprezentant kasy chorych zapowiedział, że zajmie się wszystkimi sprawami, które stanęły na wokandzie dyskusji. Zaproponował również, by częściej dochodziło do takich spotkań.

SPOTKANIE NIC NIE WNIOSŁO

Mirosław Górski, zastępca dyrektora ds. lecznictwa kościerskiego szpitala
- Uważam, że to spotkanie niczego nie wniosło. Decydując się na udział w nim, nie oczekiwaliśmy zbyt wiele, ale myśleliśmy, że uzyskamy konkretne odpowiedzi na nasze pytania. Tak się jednak nie stało. Sytuacja w jakiej obecnie się nie znajdujemy, nie jest zbyt optymistyczna. Dodam, że po tym spotkaniu mój krytycyzm w stosunku do PRKCh wzrósł jeszcze bardziej.

DEKLARACJA KOLEJNYCH ROZMÓW

Zbigniew Kucki, przewodniczący komisji zdrowia Rady Powiatu
- Cieszę się, że spotkanie doszło w ogóle do skutku, ponieważ nie był to pierwszy termin wyznaczony przez naszą komisję. Podczas dyskusji spróbowaliśmy skonsolidować naszą wiedzę na temat kontraktów oraz zapoznać się z oczekiwaniami poszczególnych podmiotów medycznych. Sądzę, że ważnym efektem tego spotkania była deklaracja ze strony Krzysztofa Murawskiego dotycząca spotkań z nami, które miałyby się odbywać raz na kwartał.

Autor artykułu: Maciej Wajer

Powiat tczewski. Fruwały dachówki i kosze na śmieci. Wiatr zrywał dachy i burzył kominy

February 1st, 2002

Wichura, jaka przeszła nad powiatem tczewskim wyrządziła wiele szkód. – W Polskim Gronowie z jednego z budynków mieszkalnych wiatr zerwał dach – mówi Stanisław Komorowski z Centrum Zarządzania Kryzysowego w powiecie tczewskim. – W Tczewie przy ul. Ogrodowej zawalił się komin.

Jadąc drogą krajową nr 1 nietrudno było zauważyć poprzewracane czy powyginane znaki drogowe. Zerwane linie energetyczne, powyrywane płoty i drzewa to też żniwo silnego wiatru. Mieszkańcy powiatu zbierali z dróg dachówki, które zostały zerwane z ich dachów, szukali pozostawionych na podwórkach wiader i innych przedmiotów. W powiecie tczewskim fruwały nie tylko gałęzie drzew, ale również różnego rodzaju tablice reklamowe i kosze na śmieci. Powiatowa Państwowa Straż Pożarna w Tczewie wyjeżdżała w nocy z poniedziałku na wtorek 35 razy zaś w nocy z wtorku na środę 55 razy. Usuwali z dróg głównie przewrócone lub nadłamane konary drzew oraz wylewali wodę z piwnic. W wielu miejscowościach nie było prądu. Pracownicy zakładu energetycznego nie nadążali z naprawianiem zerwanych linii energetycznych. W wielu miejscowościach światła nie było przez kilka godzin. Bez prądu był również tczewski szpital. Zerwane przewody elektryczne zagrażały bezpieczeństwu jadącym w kierunku Rokitek, gm. Gniew. Na kilka godzin, kursy autobusów ZKM poruszających się tą trasą, zostały wstrzymane. Wichura przyczyniła się również do obsunięcia się skarpy w Widlicach Górnych, gm. Gniew.

Autor artykułu: Anna Adamczyk

Na poligonie pod Tczewem uczyli się walczyć z powodzią

February 1st, 2002

Jak niszczyć zatory na rzekach uczyli się na poligonie pod Tczewem oficerowie i chorążowie z jednostek wchodzących w skład 1 Korpusu Zmechanizowanego w Bydgoszczy.

- Ćwiczenia odbyły w oparciu o żołnierzy 16. Tczewskiego Batalionu Saperów i 49. Pułku Śmigłowców Bojowych z Pruszcza Gdańskiego -powiedział Lech Stefaniak, generał brygady, dowódca 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej w Elblągu. – Ochraniamy wiele akwenów na północy Polski.
Powodzie mogą powstać w wyniku dużego poziomu wód spowodowanego zatorami lodowymi. Aby móc je rozbijać potrzebne są śmigłowce i ładunki wybuchowe niekiedy o wadze 35 kilogramów. Do ich układania muszą być przeszkoleni żołnierze zawodowi i załogi śmigłowców. W czasie ćwiczeń ładunki 400-gramowe były opuszczane na lince z wysokości 2 metrów w miejscach imitujących pole lodowe. Dwa helikoptery przewoziły żołnierzy i ładunki wybuchowe na nadwiślańskie łąki. Zadanie polegało na prawidłowym ułożeniu ładunku w określonym miejscu i spowodowania wybuchu po oddaleniu się helikoptera z załogą saperską.

Ostatnie przygotowania

Ppłk. Tomasz Hak, dowódca 16 Tczewskiego Batalionu Saperów powiedział nam, że ćwiczenia są ostatnim etapem przygotowania wojska do ewentualnej powodzi. Odbywają się one corocznie pod koniec stycznia. Żołnierze z Tczewa pomagają w jego organizacji zapewniając ładunki wybuchowe, kuchnię, fachową kadrę saperską, instruktorów. W ćwiczeniach pomagali żołnierze z kompanii saperów z tczewskiej jednostki. Instruktorami byli por. Piotr Kaczmarski z kompanii minowania, por. Robert Kokoć z kompanii saperów, por. Piotr Ciećko z plutonu minowania, por. Dariusz Szkopiński, z grupy rozpoznania.
Ppłk. Jarosław Rusiński z dowództwa 1 Korpusu Zmechanizowanego w Bydgoszczy odpowiedzialny za szkolenie powiedział nam, że na zajęcia oddelegowano żołnierzy z kilkunastu jednostek wchodzących w skład 1 Korpusu Zmechanizowanego w Bydgoszczy. Między innymi ze Szczecina, Stargardu Szczecińskiego, Włocławka, Elbląga, Kazunia, Braniewa Bartoszyc.

Teoria i praktyka

Oprócz dużych rzek problem są także te małe wpadające do Bałtyku lub Zalewu Wiślanego. Mogą się na nich tworzyć zatory lodowe, powodujące spiętrzenie wody.
- Zatory można usuwać bosakami lub, gdy to się nie udaje, przy pomocy ładunków wybuchowych – powiedział ppłk. Rusiński.
Nim żołnierze wzięli udział w lotach bojowych helikopterami uczyli się, jak przygotować zapalniki lontowe, przygotowywać ładunki z trotylu do wysadzania i rozmieszczania ich przy pomocy śmigłowców na lodzie.
Przez dwa dni uczyli się teoretycznie i praktycznie. Przeszli egzamin, a w trzecim dniu uczestniczyli w lotach bojowych. Po szkoleniu, w ich macierzystych jednostkach w razie potrzeby będą uczestniczyć w akcjach przeciwpowodziowych. Jednostki korpusu wojskowego mają przygotowane plany ochrony poszczególnych obiektów hydrotechnicznych.

  • Generał brygady Lech Stefaniak
    dowódca 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej w Elblągu:

    - W naszej dywizji mamy wydzielone trzy jednostki do zwalczania powodzi i jedną do dyspozycji dowódcy korpusu. Chodzi o ochronę wałów przeciwpowodziowych i mostów. Oprócz rzeki Wisły i Nogatu ochraniamy most w miejscowości Lipce. Zagrożenie istnieje też w miejscowści Nowakowo, gdzie może następować cofanie się lodu z morza do Wisły. W miejscowości Pierzchały jest elektrownia wodna. W Braniewie i Pieniężnie musimy ochraniać rzeki i mosty, w Bągarcie most na kanale. To jedne z wielu miejsc zagrożonych powodzią.

    Autor artykułu: Józef Ziółkowski

  • Nauczycielska pikieta w Gdańsku

    February 1st, 2002

    Kłoda drewna z siekierą i napisem: ,Każdą belkę można ściąć i obalić”, transparent z chudą świnką i komentarzem: ,To ja – oświata po reformie” oraz inne równie dowcipne hasła prezentowali wczoraj nauczyciele przed Urzędem Wojewódzkim w Gdańsku.

    - Protestujemy, by mieć pieniądze na godne życie – mówi Małgorzata Makomaska z SP 15 w Gdańsku
    W pikiecie zorganizowanej przez Komitet Protestacyjny Pracowników Oświaty NSZZ ,Solidarność” Pomorza wzięło udział około trzystu pracowników oświaty z całego województwa.
    Protestowali, m. in. przeciwko zamrożeniu płac. Żądali, np. zaniechania planów likwidacji urlopów zdrowotnych, 6-miesięcznych odpraw dla zwalnianych nauczycieli, prawa do wcześniejszych emerytur nauczycielskich oraz odstąpienia od pomysłu zwiększenia pensum dydaktycznego nauczycieli.
    Z nauczycielską delegacją spotkał się Piotr Wiśniewski p. o. pomorskiego kuratora oświaty. Przyjął skierowaną do premiera petycję i obiecał przekazać ją wojewodzie pomorskiemu. – Nie zgadzam się z opinią, że zamrożenie płac w oświacie odbije się negatywnie na jakości nauczania -stwierdził. – Środki na dokształcanie zostały zagwarantowane w budżecie MEN i zostaną przekazane samorządom.

    300 i 700 złotych
    Mówi Maria Kantak, przewodnicząca Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ ,Solidarność” Regionu Gdańskiego:
    - Protestujemy, bo mieć a nie mieć miesięcznie więcej o około 300 zł w przypadku nauczyciela mianowanego i 700 zł – dyplomowanego, to kwota warta walki. Ona się nam należy z racji zapisu w karcie nauczyciela. Pieniądze te można przeznaczyć, na przykład na podnoszenie kwalifikacji.

    Autor artykułu: (jes.)